Informacje
Bachantki
Kolejny dramat Eurypidesa, "Bachantki", to jedna z największych tragedii poety, zjawisko poetyckie jedyne i odosobnione w twórczości Eurypidesa oraz w dziejach tragedii V wieku. Odnajdujemy w owym dramacie obraz szaleństwa dionizyjskiego, opętania przez boga, odzwierciedlenie okrutnego, ale zarazem chcącego sprawiedliwości bóstwa. Motywem wiodącym w dramacie jest tragedia kobiety, a właściwie grona kobiet - bachantek. Według Eurypidesa, kobiety te opętało dionizyjskie szaleństwo jako kara zesłana przez boga Dionizosa za zlekceważenie go.
Jedna, jedyna
Tylko jedna osoba w całych Tebach oparła się bezwzględnemu bogowi - Pentheus. Przebrany za kobietę, podąża w góry, gdzie przebywają bachantki, aby z bliska przypatrzeć się ich przedziwnym misteriom. Matka Pentheusa - Agaue - to jedna z przewodniczek oszalałych menad. Jej historia kończy się tragicznie: zaślepiona dzikim szaleństwem, prowadzona przez Dionizosa, wraz z towarzyszkami brutalnie morduje syna, rozrywając go na strzępy. W Bachantkach obserwujemy mechanizm rządzący opętanymi kobietami, dramat niewiary przerodzonej w wiarę obsesyjną. Eurypides ukazał też wizerunek Agaue - matki synobójczyni nie panującej nad własnymi czynami.
Ogromne cierpienie
Autor, budując postać bachantki, skupia się na wielkim, właściwie niezawinionym cierpieniu, jakiego doświadcza matka, oraz na tym przede wszystkim, że to cierpienie zesłał jej bóg. Niezwykle ważna jest też kwestia ofiary, jaką ona składa - poświęcone zostaje życie jej własnego syna (komu? bogu? Losowi? ). W Bachantkach rytuał przemienia się w rytualny mord , świętość zostaje zbrukana. Dionizos mimo wszystko jest pokonany własną bronią. Nikt nie chce opierać swej wiary na bogu, którego główną metodą ingerencji w życie ludzi jest budzenie grozy i strachu.
Akt szaleństwa
Jeszcze jedną istotną kwestią jest sam akt szaleństwa bachantek - członkiń chóru, szczegółowo opisany przez autora sztuki, rytuał piękny i groźny zarazem, orgiastyczny i entuzjastyczny, a jednak o podłożu religijnym. Taniec przeplata się ze śpiewem i muzyką. Bachantki są w nieustannym transie, gotowe uczynić dla swojego bóstwa wszystko, cokolwiek im rozkaże. Autor skupia się również na metaforycznym przedstawieniu dzikiej, wręcz zwierzęcej natury kobiety, na tym, co w niej drzemie, i co budzone jest niezwykle rzadko.
Inny wymiar rzeczywistości
Na tej właśnie kwestii w sprawie kobiecej skupił się Krzysztof Warlikowski, przedstawiający "Bachantki" Eurypidesa w zupełnie innym wymiarze rzeczywistości. We współczesności. Obnaża on mit i montuje na nowo, po swojemu, akcentując to, co najbardziej nas dzisiaj boli. Według krytyków, u podstaw tego spektaklu leży impuls seksualny , na którym reżyser buduje swoje postaci, borykające się z problemem ambiwalencji płci. Reżyser położył również nacisk na kwestię wiary. Czy jest ona poznaniem czy opętaniem? Błąka się na granicy bluźnierstwa, ukazując, za Eurypidesem, boga przyjmującego postać człowieczą i przychodzącego na ziemię, by zemścić się za niewiarę, jako pół-zwierzę, pół-człowiek, oraz mówiąc o zawiłych stosunkach z Penteuszem, graniczących nawet z perwersją.
Dewotki
Bachantki u Warlikowskiego to trzy aktorki (Stanisława Celińska, Magdalena Kuta, Maria Maj), które grają podstarzałe dewotki, snujące się sennie po scenie i odprawiające modły. Warlikowski stawia też akcent na ofiarę, jaką składa Agaue (w tej roli fascynująca Małgorzata Hajewska- Krzysztofik) – swojego syna, ale też (a może przede wszystkim) własne cierpienie i ból, gdy zdaje sobie sprawę z tego, co uczyniła. Agaue pojawia się na scenie dopiero w drugiej części spektaklu. Włosy ma zaplecione w murzyńskie warkoczyki, ubrana jest w białą, zakrwawioną suknię, zawiniętą w kawał materiału głowę zamordowanego syna przyciska do łona, ciągnie też za sobą pień sosnowy (na którym Dionizos umieścił Pentheusa?). Jest owładnięta świętym opętaniem, bachicznym szałem, który niszczy wszystko. Jest w ekstazie, poza zmysłami. Trzyma w rękach głowę swego syna, którego rozerwała na strzępy, i dumnie głosi, iż zabiła lwa. Potrząsa pniem, który w jej rękach jest fallusem. Jest jak obłąkana. Warlikowski pokazuje, do czego w ostateczności może doprowadzić fanatyzm… Agaue wcale nie jest na siłę uwspółcześniona przez reżysera, ale właśnie przez to przemawia do nas jej szał, nie jest wcale obca dzisiejszemu człowiekowi. Budzi strach i przerażenie, że głęboko w nas znajdują się takie uczucia, jakie targają oszalałą bachantką…
Matka władająca
Agaue podchodzi do stojącego na środku sceny stołu, który jawi się widzom jako ołtarz. Na nim dokonuje się prawdziwa ofiara kobiety. Cielesność łączy się w niej z tym, co święte i niezgłębione. Agaue wije się w orgiastycznym zapamiętaniu. Wreszcie rodzi po raz wtóry syna, którego przed chwilą zamordowała. Matka dająca życie i śmierć. Jednak najgorsze szaleństwo jest jeszcze przed Agaue: szaleństwo bólu i świadomości. Kulminacja następuje, gdy Kadmos, ojciec kobiety, wyrzuca na stół okrwawione szczątki Penteusza. Szczątki ciała, które rozszarpywała jego matka, która również tuliła go, karmiła i… kochała. Straszliwy cios spada na Agaue, gdy budzi się z dionizyjskiego transu. Jest zdolna wydać tylko przeraźliwy krzyk. Agaue ma rozdarte serce; ostatkami sił woła o litość do swojego boga, jednak wołanie pozostaje bez odpowiedzi. Jej bóg jest okrutny. Agaue zostaje sama.